powrot-na-wrzosowisko_834Ta książka już od pierwszych rozdziałów stała mi się bliska za sprawą Clyma Yeobrighta. Jego tęsknota za miejscem narodzin, dla wielu tak niezrozumiała, dla mnie dziwnie bliska. Tytułowe wrzosowisko jawi się nam jako miejsce tajemnicze i ujmujące, ale także posępne, surowe, z brakiem perspektyw. Jakie to prawdziwe – nie doceniasz tego miejsca, gdy masz je na co dzień, gdy każdego poranka budzisz się właśnie tam, gdy wiesz, że ono przyjmie nawet twoje wieczne nań narzekania. Ale gdy opuścisz rodzinne strony, gdy porwie cię wielkomiejski świat, wtedy docenisz, zatęsknisz, nie jedną i nie dwie łzy za nim uronisz. Sekret niedostrzegalnego piękna twojego miejsca na ziemi polega na tym, że trzeba wiedzieć, gdzie patrzeć. A tego uczy nas właśnie rozłąka.

Dość jednak smutków natury osobistej. Wrócmy do bohaterów, którzy wzbudzali we mnie mocne uczucia, często ambiwalentne. Wspomniany uprzednio Clym, jakże romantyczna dusza, o której szczęście drżałam, domyślając się, kto stanie na jego drodze, zawiódł mnie jednak, lekceważąc słowa matki. I choć z pewnością nie można go obwinić o jej śmierć, to jednak dotrwawszy do końca powieści, nachodzi człowieka pytanie: czy warto było?

Kto mnie zna, ten wie, że postaci romantyczne uwielbiam, nawet pomimo kłopotów, jakie nań ten romantyzm ściąga. Czytając tę książkę, odkryłam, że jest pewien rodzaj romantyzmu, którego nie rozumiem i zrozumieć nie chcę. To ten romantyzm nazwany przeze mnie egoistycznym, który reprezentuje Eustachia. Idealizacja własnych pragnień, które nijak nie przystają do otaczającej rzeczywistości – tak czyni wielu z nas, czekając na spełnienie wydarzeń, które nie mają prawa się spełnić. W życiu przychodzi jednak taki moment, kiedy uświadamiasz sobie, że to, co sobie wymarzyłeś, pozostanie już zawsze w sferze marzeń i że tak naprawdę w ogóle ci to nie przeszkadza. To właśnie wtedy zaczynasz dostrzegać pozytywy tu, na ziemi. A dostrzegasz je, bo zaczynasz szukać, bo przestajesz patrzeć na świat przez pryzmat tego, co sobie wymarzyłeś. Eustachia przegapiła gdzieś ten moment, do końca pozostając wyrachowaną marzycielką. Przecież nawet krocząc przez wrzosowisko na spotkanie Wildeve’a, kiedy uświadomiła sobie, że nie ma pieniędzy na ucieczkę, nieobce były jej kalkulacje – nie było dla niej bowiem problemem przeniewierzenie przysięgi małżeńskiej, ale to, że Wildeve nie jest mężyczną, dla którego warto utracić reputację. Smutne to, ale też potwierdzające prawdę starą jak świat – gdzie wina, tam i kara nadejdzie, a dalsze losy Eustachii są tego potwierdzeniem.

Pomimo sprzecznych uczuć, które były moim udziałem przy lekturze „Powrotu na wrzosowisko”, znalazłam postać, która skradła moje serce już od pierwszych stronnic, a kolejne tylko potwierdzały słuszność mojego wyboru. Diggory Venn, postać początkowo ledwie uchwytna, a jednak tak niezmiernie ważna. Sprzedawca farby pojawiał się w każdym znaczącym momencie fabuły, by wpłynąć na losy bohaterów bardziej od niego charyzmatycznych i zajmujących, a potem dobrowolnie, po cichu usuwać się w cień. Tak inny od tragicznej Eustachii, tak mało zwracający na siebie uwagę i jednocześnie tak stały, niezbędny. Dla mnie ta książka nie jest opowieścią o nieszczęśliwej miłości dwojga niedopasowanych do siebie ludzi – Eustachii i Clyma. To opowieść o Diggorym Vennie, który niczym dobry duch czuwał nad losami pozostałych bohaterów, nie tylko nad losem Tomasiny. To opowieść o tym, że stałość i ten rodzaj romantyzmu, w którym stawiasz innych ponad własnymi pragnieniami, potrafi doprowadzić i do twojego szczęścia, choć wszystko zdaje się temu przeczyć. Bo gdy ostatnie tchnienie wydadzą uczucia tak intensywne, że nie sposób, by trwały wiecznie, to właśnie stałość okaże się najważniejszą zaletą, czymś, dzięki czemu jesteśmy w stanie się podnieść. Bo trzeba marzyć, ale nie można zapomnieć o tym, by w rzeczywistości odnajdywać coś, dla czego warto żyć. Tylko wtedy upadek z krainy marzeń nie będzie zbyt bolesny.

Książkę szczerze polecam osobom skłonnym do marzeń, ale i do przemyśleń nad tym, czy warto je przedkładać nad rzeczywistość.

Ulubione cytaty:

„Nie są nam tak bliskie uśmiechnięte, kwieciste i urodzajne równiny, one bowiem na stałe harmonizować mogą jedynie z egzystencją budzącą większe nadzieje niż nasza”.

Moja ocena: 8/10

Autor: Thomas Hardy

Tytuł: „Powrót na wrzosowisko”

Wydawnictwo: Comfort

Stron: 281

Dodaj komentarz