pip1Na Elizabeth Gaskell po raz pierwszy trafiłam kilka lat temu przy okazji lektury „Mary Barton”, tj. książki, która zachwyciła mnie totalnie i do której z pewnością powrócę jeszcze na łamach „zaczytanej”.

Wstyd się przyznać, ale wtedy sądziłam,  że Elizabeth Gaskell to mistrzyni jednej książki. Skoro tak często mówi się o Jane Austen, a nazwisko tej pani przez ponad 20 lat potrafiło być dla mnie anonimowe i żadna książka jej autorstwa nie trafiła w moje ręce (O, złośliwości rzeczy martwych!), to wniosek ten wydawał mi się logiczny. Jako że, jak to u humanistów bywa, logika nie jest moją mocną stroną, myliłam się i tym razem. Uświadomiłam to sobie w momencie, gdy przy okazji wydania serii „Angielski Ogród”  trafiłam na „Północ i Południe”.

Zestawienie wyższych klas społecznych z robotniczą ludnością przemysłowego Milton udało się Elizabeth Gaskell wręcz fenomenalnie. Dlaczego? Bo przy rażącym kontraście poziomu i specyfiki życia potrafiła ukazać „pracującą biedotę” w pozytywnym świetle, nie idealizując jej jednocześnie – ze wszystkimi przywarami, ale też zaletami. Pomoc bliźnim, nawet gdy samemu ledwo wiąże się koniec z końcem, odpowiedzialność za los drugiego człowieka – to przecież kwestie, które z upływem czasu nie powinny tracić na wartości. Nie powinny, a jednak we współczesnym świecie często o tym zapominamy.  Dlatego też to właśnie uboga rodzina Higginsów wzbudziła we mnie największą sympatię.

Ale nie zapominajmy o głównej bohaterce, bo i ją pani Gaskell odmalowała jako istotę nieprzeciętną.  Można naszą Margaret Hale pochwalić za wiele cech i zachowań, jednak dla mnie najważniejsze i najbardziej pochwały godne było to, że broniła swoich bliskich przed tym całym splotem niefortunnych i niesprawiedliwych wydarzeń tak długo, jak tylko mogła. Na własne barki przyjęła ciężar nowego życia w tym zadymionym mieście, pełnym ludzkiego cierpienia. Znając słabość fizyczną matki oraz wątły charakter ojca, musiała chronić ich tajemnice przed sobą nawzajem. A to przecież najtrudniejsza rzecz pod słońcem – wiedzieć, że ktoś bliski umiera i nie mieć z kim dzielić smutku, nie móc dać ujścia tej wielkiej rozpaczy. A potem patrzeć na śmierć rodziców, jednego po drugim. Dla wielu byłoby to niewykonalne, tym bardziej podziwiać należy naszą młodą Margaret, która choć wychowana na damę, to niejednokrotnie dumę swą musiała powstrzymać, by ukorzyć się przed okrutną rzeczywistością. Cieszy też fakt, że serce oddała właściwej osobie, która jednak najpierw musiała na to uczucie zasłużyć. Mówi się, że ludzie się nie zmieniają, ale na szczęście istnieje prawda o jeszcze większej mocy – miłość może wszystko. Czym więc jest dla niej zmiana egoistycznego przemysłowca w pracodawcę pełnego empatii?

Gorąco polecam każdemu, kto namiętnie zaczytuje się w powieściach Jane Austen. Klimat podobny, ale postaci dalece bardziej barwne i wyraziste, takie…przyziemne i rzeczywiste.

Ulubione cytaty:

„Nie będę myślała o sobie i o mojej sytuacji. Nie będę się zagłębiała w moje uczucia. Teraz to i tak nie ma sensu. Kiedyś, jeśli będę żyła wystarczająco długo i dożyję sędziwego wieku, być może usiądę przy kominku , zapatrzę się w dogasający żar i wtedy zobaczę moje życie takie, jakie mogło być”

„Tajemnica czasu dociera do młodych, gdy po raz pierwszy zauważą zmianę w czymś, co wydawało się niezmienne”.

Moja ocena: 9/10

Autor: Elizabeth Gaskell

Tytuł: „Północ i Południe”

Wydawnictwo: Świat Książki

Seria: Angielski Ogród

Stron: 574

Dodaj komentarz